Maria Bartnicka: Na egzaminie widać, kto przeczytał lektury

Uważam, że lektury powinno się przeczytać. Tym bardziej, że nie ma tych książek aż tak wiele – mówi Maria Bartnicka.

W skład egzaminu gimnazjalnego z części humanistycznej wchodzi wiele zagadnień związanych z językiem polskim. Jak się do nich dobrze przygotować?

Test humanistyczny nie jest typowym testem, gdzie mamy na podstawie wyuczonych wiadomości wybierać dobrą odpowiedź. Tutaj oprócz tej dobrej odpowiedzi, która często wynika z analizy tekstu, często trzeba się też popisać umiejętnością budowania podstawowych form pisemnych.

Są to rozprawka, charakterystyka, opowiadanie, opis czy nawet krótkie formy użytkowe jak zaproszenie, protokół czy zawiadomienie. To jest w programie gimnazjum. Można powiedzieć, że są to umiejętności ponadczasowe. To się człowiekowi przydaje w życiu, może mniej rozprawka, jeśli uczeń ma kończyć edukację na gimnazjum. Ale większość gimnazjalistów kontynuuje naukę, a rozprawka jest później formą wymaganą na maturze. Więc to jest ważne, żeby opanować umiejętność jej pisania. W liceum język polski może się wydawać trudniejszym przedmiotem dlatego, że obowiązuje tu pewna hierarchia, że się wchodzi w pewien uporządkowany świat historii literatury i kultury w ogóle. Bo kultura jest przecież kontekstem do interpretacji literatury. Nie ma tu już wybiórczych informacji.

Czy można się dobrze przygotować na podstawie streszczeń lektur?

Nie sądzę. Uważam, że lektury powinno się przeczytać. Tym bardziej, że nie ma tych książek aż tak wiele. Może i nie wszystkie są równie ciekawe, ale są one ważne dla rozwoju polskiej literatury. Poza tym jest od kilku lat taki zapis, który mówi, że tzw. lektury z gwiazdką (obowiązkowe) w gimnazjum, a więc „Zemsta”, „Dziady część II” czy jedna powieść historyczna Henryka Sienkiewicza to są lektury, które mogą być wykorzystane na maturze. Przygotowując się do matury, uwzględniamy w powtórzeniach te lektury, które uczniowie mają w gimnazjum. Chyba więc nie ma sensu ich nie poznawać. Ograniczono listę lektur, wierząc, że to będzie sprzyjało prawdziwemu czytaniu, a nie korzystaniu ze streszczeń. Bo streszczenie jest fajne, bo się wszystko w nim rozumie, ale ma ono to do siebie, że pamięta się je przez dwa dni. Tak się nie da poznawać książek. Można ewentualnie ze streszczenia sobie coś powtórzyć, przypomnieć, ale czytanie tylko streszczeń jest strasznie ubogie.

Widać po pracy egzaminacyjnej, czy uczeń czytał lektury?

Często widać. Zresztą wstyd jest nie czytać, chyba, że się nie chce być wykształconym, światłym człowiekiem. Wtedy można nie czytać. Każdy naród ma jakiś swój kanon lektur, który obowiązuje ludzi inteligentnych, wykształconych. Nie chodzi o to, by cytować fragmentami „Pana Tadeusza”, ale przynajmniej się orientować. Najlepiej czymś się w tym tekście zainteresować, na cokolwiek zwrócić uwagę. Przecież w „Panu Tadeuszu” jest mnóstwo rzeczy, na które można zwrócić uwagę; które mogą być ciekawe nawet dla współcześnie żyjących ludzi.

Co może być ciekawe w „Panu Tadeuszu” dla współczesnego młodego człowieka?

Uczniowie umieją wyłapać wiele ciekawostek. Na przykład to, że w dworze w Soplicowie była specjalnie zatrudniona kawiarka, czyli osoba, która parzyła kawę. I w ogóle cały ten sposób parzenia kawy. Kiedyś moi uczniowie zrobili nawet taką inscenizację. Pamiętam, że dziewczynka przyniosła złotą filiżankę. Są też przepisy na bigos, bardzo dokładne opisy grzybów czy polowania. To jest kopalnia różnych fajnych, ciekawych rzeczy. Pomijając oczywiście fakt, że Mickiewicz idealizuje ten świat, że mu zależy, by te tradycje szlacheckie pokazać. I ci Polacy są fajni, i ta Polska jest piękna i gościnna. I nie ma pieniactwa wśród szlachty czy pijaństwa. A nawet jak jest, to się szybko kończy albo nie ma większego znaczenia. A jak są problemy, to wszyscy są razem. A my dzisiaj wolimy złe, tragiczne rzeczy. Dobre, szlachetne, idealne nas nie interesują. Nie ma wykształconego Anglika, który nie zna Szekspira i nie powinno być wykształconego Polaka, który nie zna III cz. „Dziadów”, „Pana Tadeusza” czy twórczości Jana Kochanowskiego. Mamy w naszej literaturze trochę rzeczy wartościowych, porównywalnych z dorobkiem europejskim, ale nie umiemy tego docenić. I nie umiemy powiedzieć młodym ludziom, że to jest coś warte.

Język polski jest jedynym przedmiotem, może poza historią, który jest tak mocno osadzony w życiu. Podczas którego rozmawia się o moralności, o życiowych wyborach.

Oczywiście, że tak. Gombrowicz powiedział, że gdyby nie literatura, to nie wiedzielibyśmy, co myśli i czuje człowiek. Zawsze uczniom mówię – i chyba mi wierzą – że lektury mogą ułatwić człowiekowi życie. Bo te postaci literackie nie są z Księżyca, ale z życia. Książki odnoszą się do ludzi, dlatego czytanie ma sens. Zawsze odróżni się człowieka, który czyta, od tego który nie czyta. To zupełnie inne mówienie, myślenie. To jest wartość sama w sobie. Ona nie jest może modna, choć i to chyba się zmienia. Może inne teksty się czyta teraz niż kiedyś. Inny jest teraz człowiek w swoich potrzebach, ocenach i wartościach. Dziś uczniom ciężko czyta się niektóre dzieła, bo one są napisane innym językiem, a ten bardzo zmienił się. Młodzi ludzie nie wiedzą nawet, kto to jest introligator. Z drugiej strony mogą nie wiedzieć, bo pewne zawody, a tym samym wyrazy je określające odchodzą do przeszłości. Dziś już nikt nie nosi książek do introligatora, może poza notariuszami. Co nie znaczy, że z pewnymi dziełami nie warto się zmierzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *